Tekst utworu
Pocałujcie mnie wszyscy w dupę
Tuwimie, nie miej nam za złe,
że dziś w naprawę wierzyć źle;
tyś klął na buców swojej daty,
my mamy buców całe światy,
tyś chciał ich leczyć piórem, sztuką —
ja już machnąłem ręką i mówię grzecznie światu:
pocałujcie mnie wszyscy w dupę.
Wy od klimatu, końca świata,
co z każdej chmury kręcą bata,
co chcą przez strach człowiekiem rządzić
i cudzym sumieniem cudze domy sądzić,
co cudzy koszt nazywają cnotą —
pocałujcie mnie wszyscy w dupę.
Wy od pandemicznej tresury,
od masek, taśm i złej brawury,
co raz kazali siedzieć cicho,
raz bać się kaszlu, ludzi, licho,
co nawet lasy w kraju zamknęli —
a dziś udają, że nic nie wiedzieli —
pocałujcie mnie wszyscy w dupę.
Wy, co świątynie zamknęli w trwodze,
gdy wam kazano — padliście w zgodzie,
co wiernych z Boga spędzali w ciszy,
a pasterz milczał, gdy owca dyszy,
uczciwych księży precz wyrzucali —
pocałujcie mnie wszyscy w dupę.
Wy od płciowych nowych dogmatów,
od stu etykiet, tysiąca tematów,
co chcą poprawiać naturę słowem
i chaos sprzedać ludziom jako postęp nowy,
co dzieciom mącą prosty porządek —
pocałujcie mnie wszyscy w dupę.
Wy, rachmistrzowie krwi i skóry,
co ludzi dzielą na rubryki, mury,
tym dają winę, tamtym łaskę,
tu kleją łatkę, tam opaskę,
a człowiek znika pod tabelką —
pocałujcie mnie wszyscy w dupę.
Wy od wojennej świętej piany,
co cudzą śmiercią grzeją ekrany,
co z miękkich fotli, z ciepłych studiów
dmą w wielkie hasła bez skrupułów,
lecz zawsze cudzym synem płacą —
pocałujcie mnie wszyscy w dupę.
Wy, co na trumnach władzę bierzecie,
we mgle półprawd kraj cały niesiecie,
co obcym panom służycie wiernie,
a własnym każecie milczeć bezczelnie,
na cudzej śmierci robiąc karierę —
pocałujcie mnie wszyscy w dupę.
Wy od migracji bez hamulca,
co z cudzych domów robią dworce,
co każdy sprzeciw zwą występkiem,
a chaos sprzedają miłosierdziem,
sami bezpieczni, innych pod cios —
pocałujcie mnie wszyscy w dupę.
Wy, cenzorowie nowych czasów,
od regulaminów i hałasów,
co wolność słowa wielbią święcie,
lecz tylko we własnym zaklęcie,
co prawdę tną jak stary papier —
pocałujcie mnie wszyscy w dupę.
Wy od „mowy nienawiści”,
co niosą knebel zamiast myśli,
co za pytanie, żart czy zdanie
już szyją śledztwo, przesłuchanie,
a za pogląd chcieliby celę —
pocałujcie mnie wszyscy w dupę.
Wy, polityczni obiecywacze,
co przed wyborcą płaczą, skaczą,
co dają raj w ulotce, spocie,
a potem pustkę, kurz i błoto,
co od lat karmią naród frazą —
pocałujcie mnie wszyscy w dupę.
Wy, medialne trąby jerycha,
co z plotki lepią strach i pychę,
z bzdury robią objawienie,
z wrzasku fachowe oświecenie,
co pustkę sprzedają za podnietę —
pocałujcie mnie wszyscy w dupę.
Wy, eksperci od wszystkiego,
od Boga, wojny i chorego,
od szkoły, giełdy, duszy, chleba,
co zawsze wiedzą, kogo trzeba,
rano grzmią, wieczorem miękną —
pocałujcie mnie wszyscy w dupę.
Wy wszyscy razem, jednym chórem:
od strachu, mody, presji, bzdury,
od ras, etykiet, wojen, granic,
od pustych haseł bez różnicy,
od knebla, kłamstwa, starej trupy —
pocałujcie mnie wszyscy w dupę.
Bo wolę zostać sam przy ścianie,
niż z tłumem tańczyć wasze zdanie,
wolę mieć rozum, choć niemodny,
niż wasz entuzjazm gładki, zgodny,
wolę odrzucić waszą grupę —
więc pocałujcie mnie wszyscy w dupę.